100 lat temu w Częstochowie

Dnia 26 września 1915 roku. Niedziela. Wicher niemożliwy.....,

Dnia 26 września 1915 roku.

Niedziela. Wicher niemożliwy, po ulicach kłębią się tumany kurzu. Teraz co niedziela chodzę do kościółka im. Maryi. Odprawia zwykle nasz prefekt, Rosiak-Krzeblewski. -- Na pensję chodzę codziennie o w pół do ósmej z rana, wracam o 2-ej do domu. Już poznajomiłam się ze wszystkimi mojemi koleżankami; ja siedzę na przedostatniej ławce w drugim rzędzie z Zosią Meksówną. Za nami siedzi Hela Morawska i Janka Zagórska są one największe z całej klasy, nazywamy ich olbrzymami, gdyż są tęgie i wysokie, a szczególnie Morawska. Hela Morawska jest bardzo ładną i miła 16-nia panienką. Uczy się nieźle, jest wesoła i dowcipna. Nie mam jeszcze przyjaciółki, gdyż Zocha Meks która więcej lubię od innych nie przepada za mną. Lekcje idą mi nieźle i wszystko wydaje się niezmiernie łatwo, tak że jak np. nauczyciel objaśni mogę zaraz to powtórzyć. Na pauzach dokazujemy, jeżeli jest ciepło to biegamy po podwórku, a jeśli jest deszcz lub chłodniej spacerujemy, tańczymy, krzyczymy w sali rekreacyjnej. Bardzo żeśmy ładnie przystroiły naszą klasę; jedna z koleżanek Barańska przyniosła kwiat doniczkowy duży który pielęgnujemy. Inne poprzynosiły różne obrazki i pozawieszały na ścianach. Tomaszewska, zdolna rysowniczka narysowała ślicznego białego orła wylatującego z skrzyni. W naszej klasie jest jedna Rosjanka Dołgopołowa Irka, wesoła i zabawna. Wracając z pensji idziemy razem ja, Hala Laskowska, Irka Dołgopołowa, Janka Zagórska i Hela Morawska.Dokazujemy niemożliwie a szczególnie Irka, Halka, Hela i ja. Wczoraj idąc do domu była śliczna pogoda, słońce świeciło ostro choć nieco ukośnie "Ach ta wojna - zawołała Irka, nawet oczu do nieba wznieść nie można" (słońce pali). Zaczęłyśmy się śmiać i ten temat dowcipkować. Hela Morawska salutowała każdemu żołnierzowi książką. Irka rozweselała zwykle wesołą a dziś smutną Jankę Zagórską wierszami "Czemuś Janeczko oczki spuściła, nie podnosisz wcale?" ale zostawiła ją,  że niekoniecznie odbiega od niej widząc "markotną" twarz Janki. Mieszkają wszystkie cztery na Stradomskiej 19 u Peltzerów. W środę 22 września kupiłam sobie kapelusz z materiału za 180 kopiejek Oleś wczoraj wieczorem przyniósł mi buciki - które był zakazał u szewca kosztują 8 rb. 50 kop. Cholewki mają stare. Od 19 sierpnia 1915 roku wydają karty chlebowe po pół funta chleba na osobę. W tym tygodniu musiało całe miasto obowiązkowo iść do fotografii, ponieważ wydaja paszporty niemieckie. Wojną teraz niewiele się zajmujemy, tylko odczuwamy jej skutki. Niemcy się osiadają w Częstochowie na dobre. W teatrach graja "Kościuszkę pod Racławicami".

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Zaloguj się aby skomentować

7 września 1915 we wtorek, No już chwała Bogu spełniły się me marzenia

7 września 1915 we wtorek
No już chwała Bogu spełniły się me marzenia zdałam do 4-tej klasy. Egzaminy zaczęły się od 1-go do 4-gowrześnia. W środę była arytmetyka i polski. Z arytmetyki mieliśmy dwa zadania i ustne przy tablicy z p. Chrzanowską. Z polskiego mieliśmy wypracowanie "Moja ulubiona książka" napisałam o "Potopie" Sienkiewicza i rozbiór z "Pana Tadeusza" zaczynający się od słów "Litwo Ojczyzno...".  2 września we czwartek był egzamin z geografii i francuskiego. Geografię umiałam dobrze, francuski nieźle. W piątek - historia, polski i religia.W sobotę ostatni był egzamin z niemieckiego. Najbardziej bałam się arytmetyki, ponieważ bardzo mam lichą głowę w tym kierunku. Ale jakoś poszło nieźle, Na egzaminach zaraz zapoznałam się z uczennicami. Bardzo mi się podoba na pensji ponieważ wszystko po polsku i uczennice między sobą mówią "koleżanko".  W naszej klasie dosyć sporo uczennic, ale jeszcze nie wszystkich pamiętam z nazwiska. Koło mnie siedzi przyjaciółka Maniusi Sokołowskiej Zosia Meksówna. Bardzo miła i sympatyczna dziewczynka, ma lat 12 skończonych. W niedzielę byłam u pp. Okuszków. Pani Doktorowa i moja droga Adziulka były niezmiernie zadowolone, z tego że zdałam. Wczoraj byliśmy na pensji po spis książek i plan lekcji. Dzisiaj 7 września zaczęły się lekcje. Pierwszą lekcją była Historia Polski. Objaśniała nam nauczycielka p. Paderewska o Słowianach, co to jest lud, państwo, historia pragmatyczna i.t.d. Drugą lekcje mieliśmy francuski. Nauczycielka Panna (?) co prawda "parluje" świetnie, tylko ma jakiś dziwny dziecinny głosik. Bardzo świetnie wykłada, choć po francusku, ale można dobrze zrozumieć. Ostatnią lekcję - Polski mieliśmy z nową nauczycielką. po dzwonku weszła nasza przełożona z jakąś panią i powiedziała; "czwarta klasa pani Paszkowska". Dygnęłyśmy, ona się uśmiechnęła. Przełożona wyszła. Ona zaczęła mówić, że przechodzimy stylistykę. Mówiła o pięknie języka polskiego, o tem, ze powinnyśmy kochać, pracować nad polskim językiem żeby godnie poznać, mówiła o stosunku przyjaznym między nią a nami, mówiła długo miłym dziewczęcym głosem, ale czasami brakowało jej słów. Potem wywołując po nazwiskach poznawała uczennice; objaśniała nam trochę stylistyki i zadźwięczał dzwonek. Wydała mi się bardzo miłą i sympatyczną.

Jutro! Święto Matki Boskiej 8 września

Okna pooświetlane po 10-tej 10 minut wieczór.

Janina Słomkówna, 100 lat temu w Częstochowie

Zaloguj się aby skomentować

20 sierpnia 1915 r. No i piszę częściej nieprawdaż?

20 sierpnia 1915 r.

No i piszę częściej nieprawdaż? Mało mam bardzo zawsze czasu, te godziny pędzą co sił. Do południa jak tylko zrana sprzątnę  zaczynam „kuć” lekcje. Uczę się zwykle od 8 do 12, z małymi przerwami. O pół do 1 pędzę na lekcję, Zachodzę tam na 1 godzinę. Dzwonię, otwierają mi drzwi, tak prędko że od zadzwonienie do otwarcia mówię 3 zdrowaśki. Rozbieram się kładę mój elegancki ogromny kapelusz i zdejmuję palto. Ale ! …, w niedzielę 15 sierpnia 1915 Adziulka sprawiła mi zielone palto za 8-50 k getry popielate za 2 rub i fartuch czarny strasznie nieforemny za 2-50 k. Otóż odbiera ode mnie palto mój „kolega” wiesza i idzie pierwsza, ja za nim do jadalnego na lekcje. Rozpoczynają się tak: wyjmuję kajet z zadaniami pomalutku i mówię „Dziś 3 zadania nie wyszły” (miałam pięć) Mój Boże- potrząsa głową mój „kolega” – jeszcze koleżanka wszystkich nigdy nie zrobiła „…cóż ja zrobię, kiedy nie chcą mi wyjść na odpowiedź” odpowiadam. Więc otwieram zadacznik i wskazuję które to takie że nie dają się rozwiązać i zaczyna się suwać pióro po kajecie i zadanie zrobione, oraz wytłumaczone mnie. Następuje potem gieografia, niemiecki, czasem zostaje u Mamusi na godzinkę i pędzę do domu. Jak przyjdę jest 5 lub 6 ½ -tej. Zdejmuję z siebie ubranie kładę codzienną sukienkę i zaczynam gospodarować; zjadam obiad sprzątnę ze stołu i albo czytam albo odrabiam lekcję. Potem przychodzi mama kolacja i spać. – We środę 18 sierpnia 1915r byłam po sukienkę zieloną z alpagi. Sukienka nie było gotowa więc kazano mi przyjść w czwartek. Pani Okuszko nie było w domu. Pobawiłam się z Grażynką i z malcem  i poszłam do domu. W czwartek poszłam znowu. Pani doktorowa była i b. podobało się jej palto. Ponieważ pp. Oksuszko jechali do miasta zabrali mnie z sobą. Padał deszcz. Teraz często, prawie, że codziennie pada deszcz i jest porządnie zimno. – Józek jest chory bolo go noga i ręka lewe. Ma prawdopodobnie zapalenie stawów. Leży już tydzień. – Co do mnie tu uczę się i uczę, ale boję się i proszę Pana Boga abym zdała do 4-tej klasy. Egzamina rozpoczną się pewnie niedługo. Chciałabym żaby zaczęły się jak najpóźniej, żebym zdała. Czwartoklasistka!!, - niezmiernie podoba mi się to słowo, bo to przyjemnie być już w 4-tej klasie. Hele Jędrzejewska też się martwi czy zda, ale ma dopiero zdawać na Nowy rok. Książki naturalnie też czytam ostatnio miałam „Czarną krew” M. Jokaja.

Oj już późno. Po 7-mej 15 minut wieczorem

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

8 sierpnia 1915 r. Dawno już nie pisałam

8 sierpnia 1915 r.
Dawno już nie pisałam, dlatego że nie miałam czasu. Chodzę na te korepetycje do pp. Sokołowskich w dalszym ciągu mam dużo lekcji zadawanych, bo muszę przecież przejść trzecią klasę w ciągu 6 tygodni. Teraz mam tylko niecały miesiąc. Arytmetyki przeszłam dopiero kurs II klasy i wlazłam na zadania z których nie mogę wybrnąć. Jest to jeszcze kurs drugiej klasy, ale do arytmetyki żadnych nie mam zdolności. Zdawane mam zwykle po trzy lub cztery, ale dotąd nie zrobiłam jeszcze nigdy wszystkich. Zauważyłam, że nie tak łatwo przychodzi mi się uczyć jak najlepiej; i zdaje mi się, że nie mam takich "wielkich zdolności" jak powiedziała p. Sokołowska na początku tych korepetycji. Teraz nigdy mię nie chwali, ledwie, że nie gani i powie "dobrze". Wstydzę się strasznie jak czego nie umiem i jestem zła na siebie. Uczę się od 1 do 3 ciej, a jestem do 4-tej czasem do piątej. Czas ten spędzam z Maniusią Sokołowską na rozmowie. Jest to bardzo sympatyczna dziewczynka ale wcale nie poważna choć starsza ode mnie o pół roku. Poznałam się także z Maryną Sikorską 13 letnią "panną" jest bardzo ładna. Włosy ma ciemne za pas, bardzo zgrabna, śliczne ma oczy jak moje koloru wody morskiej, usta kształtne, tylko nos ma troszeczkę za duży i nie bardzo równe zęby. Ma dwie siostry Zusię i Julkę i brata Janka 7 letniego chłopczynę. Mieszka  tam także Olka Wilkońska 7- latka łobuz niemożliwy, bawi się jak małe dziecko. Wszystkie dziewczynki ciągle tylko prawie zajęte są zabawą. Są tam chłopcy Witold Wyszyński świetnie się uczy zdał do 5 klasy, Miecio Trochimowski,  Tadek Jakobson i kilku innych młodszych. Moje pantofle były w reperacji 3 sierpnia.

Minął już rok jak wojna i pociągnie się do przyszłego sierpnia 1916 roku. Głoszą w Gazetach, że Niemcy zabrali Warszawę. 5 sierpnia ogłoszono - "Wojska Niemieckie zajęły Warszawę". Na drugi dzień piszą. że dopiero się zbliżają do Warszawy, a dotąd bombardują i że Moskale są w Pradze. most przechodzący przez Wisłę wysadzili. Dziwne.

Hela Jędrzejowska przygotowuje się do 4-tej klasy (jeszcze nie do 5-tej). Zdawać będzie na nowy Rok. Od paru dni jestem chora (naturalnie nie bardzo) nie mam apetytu, boli mię głowa w boku mam jakieś dziwaczne kulki i zrobiła mi się bolączka mocno czerwona. - Dziś w kościele nie byłam, nie mam palta, a było dość chłodno. U mamy byłam na obiedzie wtenczas było cieplej. Olesiowi spuchł nos i ma bardzo duży czerwony, a na końcu małą wezbraną Krosteczkę.

Gruszki dojrzewają, śliwki, słoneczniki już zrywamy. Czytam "Nasz Świat" od Mani Sokoł. po kilka codzień numerów pożyczam Zosi Dobrowolskiej. Ściemnia się na dworze więc muszę skończyć. Za 15 minut ósma wieczorem.

Będę się starała pisać częściej.

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

Pamiętnik

Do niecierpliwych, -- nie zaprzestajemy pisania pamiętnika!
To Janka 100 lat temu intensywnie nadrabiała szkolne zaległości (przez rok nie mogła chodzić do szkoły). Miała tym samym mniej czasu na pamiętnik, a wpisy pojawiają się w większych odstępach. Za kilka dni się odezwie.
Cieszymy się, że chcecie wiedzieć co u niej. Pozdrawiam JT

Zaloguj się aby skomentować

Piątek 16 lipca 1915 r. Od poniedziałku już chodzę na lekcję.

Piątek 16 lipca 1915 r.
Od poniedziałku już chodzę na lekcję. Lekcji udziela mi troje, pan Sokołowski niemieckiego, pani Sokołowska francuskiego, a ich syn Mietek udziela mi arytmetyki i innych przedmiotów. Poznałam się z Maniusią Sokołowską Bardzo miła dziewczynka, ale bardzo wątła i słaby wzrok. Pożyczyła mi dwie książki, "Z życia Naci" i "Rok czytania". U Ady byłam dwa razy we wtorek i we środę. Pani Sokołowska mówi, że mam zdolności wielkie, i że uczę się dlatego, że lubię czytać. Pani Okuszko jak jej to powiedziałam ucałowała mnie i powiedziała "Bardzo, bardzo byłabym zadowolona żebyś Janeczko zdała. A nawet jestem pewna, że zdasz". Ada też bardzo by chciała żebym zdała. Chodzę teraz od 1-ej do 3 -ej. Dzisiaj Mamusia mię odprowadziła aż do mostu. Po drodze dużo mi opowiadała o pensji. - W domu mam moc roboty, lekcji też dużo bo przez wakacje mam przejść to co uczennice przez rok. Ach żebym zdała do 4-tej!

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

12 lipca poniedziałek 1915 roku. W sobotę 10 lipca po południu...

12 lipca poniedziałek 1915 roku.
W sobotę 10 lipca po południu wybierałyśmy się z mamą iść do pani Ziółkowskiej po dzienniczek i zapytać się jak będzie z pensją, ponieważ chciałabym przygotować się do 4-tej klasy. Więc zdjąwszy bluzkę miałam się umyć. Wtem jakaś pani przeszła koło okna i weszła do sieni. "Panna Monja" - pomyślałam "ach nie!, pani Okuszko". Mama tez była w kuchni i bez bluzki. Pani Okuszko weszła do pokoju nikogo nie ma, wraca do sieni i mówi przez drzwi "Nie wstydź się Janeczko, mam interes do Ciebie ale nie mam czasu". Wstydziłam się,  ale wyszłam. Pocałowała mnie i powiedziała "Przyjdź jutro przed południem umówimy się na korepetycje".

Mama przez uchylone drzwi przeprosiła Ją, że nie może wyjść i p. Okuszkowa pojechała z mężem i Grażynką do miasta. W niedzielę 11 lipca poszłam na Raków. Przyszedłszy spotkałam się z panem Okuszko na schodach, "Pani Władysławy siostra?" - zapytał "Tak" odpowiedziałam. "Proszę do pokoju". Weszłam pani doktorowa ubierała się w Ady pokoju. Za chwilę wyszła w rannem ubraniu z wiewióreczką w ręku. Przywitałam się i zjadłam śniadanie z nimi. Ada była w ogrodzie z dziećmi. Zaprowadziła mnie potem do salonu i tam przeglądałam "Album dzieł sztuki polskiej" i karty, wiewióreczkę w klatce postawiła też w salonie. Dopiero o 12-tej Ada też przyszła, synek państwa doktorów już chodzi, ma dopiero rok i trzy miesiące. Obiad był o 2-ej krupne kotlety z marchewką i czereśnie na deser. Pojechaliśmy zaraz potem do pp. Skokołowskich umówić się o te korepetycje. Pani Sokołowska sympatyczna będzie mi dawać z francuskiego a jeden z dwu synów; arytmetyki, geografii, niemieckiego, polskiego i religii. Książki to będę miała pozbierane, niemiecką, francuską i zadaczki po siostrze Maniusi mojego korepetytora, geografię z czytelni, a składnie to pożyczę. Zbawiłyśmy niedługo przyszłam do domu była 3 po południu.

Przygotowuję się do Chrzanowskiej. Arytmetyka i polski tam stoi wysoko. Ja co prawda wolałabym chodzić do Słowikowskiej. Jakieś dwie dziewczynki w wieku lat od 14 do 13 przyszły wczoraj do mnie, ze chcą zapoznać ze mną. Zdziwiłam się skąd mnie znają i wyszłam przed bramę przedstawiły się jako Iczerbak i Kamińska, Chodzą na pensję do Chrzanowskiej do 3-ciej klasy. Jakaś Kaczyńska o której pierwszy raz słyszę, opowiadała im o mnie. Rozmawiałyśmy dość długo i potem poszły. - Dzisiaj byłam o 10-tej na lekcji, korepetytor piegowaty, nieładny ale mądry i poważny chłopiec. Mieliśmy lekcje arytmetyki ułamki i z niemieckiego dyktando. Hela Jędrzejewska wielkiej nabrała ochoty i też chce brać korepetycje oraz zdawać na przyszły rok do 5-tej. Pochwaliłam te zamiary ponieważ zawsze jej mówię (chociaż starsza ode mnie, ma 16 lat), że źle na świecie brzydkiej i głupiej kobiecie. Kiedyś powiedziałam Heli, że Zygmunt powiedział na nią "głupia" i że to jest prawda. Było jej przykro, ale nie obraziła się tylko powiedziała "Będę przychodzić do ciebie na lekcje mądrości". "Nie jestem na tyle mądra abym mogła udzielać lekcji mądrości, lecz staram się nie być głupią" - odrzekłam. Teraz nie wszyscy mamy rozmowy w tym przedmiocie, ale Hela uważa więcej na siebie i stała się poważniejszą. Muszę zapalić ogień i zagotować herbatę.

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

Środa 30 czerwca 1915 r. Dwudziestego czwartego czerwca były moje imieniny.

Środa 30 czerwca 1915 r.
Dwudziestego czwartego czerwca były moje imieniny; dostałam od Ady dwie pary pończoch, od mamy 50 kop. i dwie róże, od Mańka wiśni i od Tadzia porzeczek. W niedzielę 27/VI wypadły Ady imieniny. Posłaliśmy bukiet z róż, wiśni i porzeczek. Pani Okuszko uwolniła ją na całe popołudnie i pozwoliła nocować, oraz dała na teatr 2 ruble.

O trzeciej po obiedzie poszłyśmy do ogrodu, tam mieliśmy czekać na Olesia i iść z nim na "Królową miljardów". Przed pójściem do teatru wstąpiliśmy na lody do Błaszczyńskiego. Lody były pyszne. W ogrodzie przy "Apollo" oczekiwaliśmy na zaczęcie się przedstawienia. "Królowa miljardów" operetko-gala nie była bardzo treściwa, ale zachwycały śpiewy tańce i te śliczne ruchy. Rolę główną  "Królowej miljardów" Alicji Conder grała p. Celińska. Wyróżniała się zgrabnością, grą, głosem śliczna panna Leonowiczka i Pan Machelski. Zabawną była "miss Tompson" p. Betcherowa. Skończyło się o 11 tej. Myśleliśmy, że nas przepuszczą więc poszliśmy Stradomską. Przyszedłszy do ostatniego mostu zawołał żołnierz "Halt" "Curuck" i wróciliśmy nazad. Przed domem na Stradomskiej stało kilka osób którzy nas widzieli idących do rzeźni, "Gdzież to państwo spacerują po nocy?" - pytali śmiejąc się. Musieliśmy iść dalej i nocować w ogrodzie. Była dwunasta. Noc przeszła prędko o 3 trzeciej powstawaliśmy i wyruszyli do domu. Na moście kazali czekać do 5 tej, (a było pół do 5 tej) więc Oleś zdjął obuwie i przeniósł mnie i Adę przez wodę. Byliśmy niezmiernie zgłodniali i zmęczeni, bośmy nie jedli kolacji. Oleś i Ada położyli się spać, a ja nie czytałam "Pół dyable Weneckie" Kraszewskiego. Czytałam w tym tygodniu "Wdowa czy mężatka", Kalendarz "Wy mężczyźni" Simona - i "Listy do Frani mężatki" M. Prevosta.

Wojna jest w takim stanie jak przed kilku miesiącami żadnego rezultatu ani na tę, ani na tą stronę. Kiedy to się skończy? O Boże mój! zlituj się nad nami. Przez dwa miesiące trwała straszna susza, na koniec wczoraj spadł deszcz i trochę odświeżył ziemię. Jest chłodniej, ale weselej i powietrze czyste nie zakurzone. Żeby choć urodzaj dopisał i głodu nie było, bo chorób nie unikniemy.

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

Poniedziałek 21 czerwca 1915 roku. Wczoraj nie byłam w kościele

Poniedziałek 21 czerwca 1915 roku.
Wczoraj nie byłam w kościele. Ada przyszła o wpół do 6tej. Odprowadziliśmy ją z Olesiem na Raków. Szliśmy polami pokrytemi dojrzewającym żytem i zieloną pszenicą, bardzo fajnie.

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

Środa 9 czerwca 2015 roku. Dość długo nie pisałam, bo aż dwa tygodnie

9 czerwca środa.
Dość długo nie pisałam, bo aż dwa tygodnie, a to z braku czasu. Cały dzień mam dużo zajęcia, wcale mi się nie przykrzy. Wstaję o 7 ej rano, a czasami o 6 tej, w łóżku poczytam poranne modlitwy z maleńkiej książeczki i mówię pacierz. Potem ubieram się w bieliznę i sprzątam pokój i sień, myję się ubieram i piję śniadanie o 8, a czasami o 9 tej. mama po śniadaniu idzie do swego ogrodu, a ja poczytawszy trochę sprzątam po śniadaniu i krzątam się około obiadu. Zwykle obiad jadamy o 1 ej niekiedy wcześniej. Po obiedzie do 2 ej odpoczywamy ja czytam książkę, ojciec śpi.

Ledwie zdążę uprzątnąć przychodzą moje trzy uczennice  Marysia Kolędkiewiczówna, Hela Pabich i żydóweczka Salka Łaszez. Mają lat od 8 do 7 miu. Marysia i Hela uczą się godzinę, ale ze dwie się bawią. Salka zaś tylko uczy się 2 godziny i idzie do domu. Po lekcjach uczę się trochę sama i tak przechodzi mi do 6 tej. Jeżeli mam książkę to czytam, a jeżeli nie to wyszywam poduszkę do igieł na kanwie. Tak mi zwykle przechodzi do 8 mej. Do dziewiątej siedzę na dworze lub za oknem robiąc przy kwiatkach. Po dziewiątej przychodzi mama i jemy kolację i dopiero o 10 tej idziemy spać.  Ciągle pogoda, deszcz dość dawno nie padał, kurz niemożliwy do zniesienia i trawniki wypalone przez słońce. Już po Bożym Ciele, jutro czwartek koniec oktawy.

Wojna trwa, Niemcy odebrali Ruskim Przemyśl. Książek do czytania pożyczam dalej od Zosi Cz. od Zosi Dobrowolskiej, Heli Jedrz. i często przynosi mi hela Pabich od swoich koleżanek. czytałam w tym tygodniu "Ogniem i Mieczem" tom 2 Sienkiewicza, "Z ogniw życia" Adolfa Dygasińskiego, "Bracia mleczni" J.g.K i "Sachalin" Doroszewicz.

Kończę 8 wieczorem

Janina Słomkówna,

Zaloguj się aby skomentować

Środa 27 maja. Podczas Zielonych Świątek była pogoda.

Środa 27 maja.
Podczas Zielonych Świątek była pogoda. W pierwsze Święto poszłam z Adą i Olesiem do miasta. Włożyłam fioletową sukienkę (Ada przyniosła mi 4 bluzki; żółtą z aksamitkami, niebieską w białe paseczki, czarną i białą w seledynowe czy jakieś paseczki, oraz maleńką książeczkę). Rozmawialiśmy wszyscy troje czasem poważnie, czasem wesoło. W Teatralnej napiliśmy się limoniady. Ada poszła do p. Michalskiej, a my do parku. W powystawowym baraku była zabawa, wejście 15 kop. Potem wróciliśmy i czekaliśmy na Adę w Alejach. Widziałam kilka naszych uczennic, między innemi Jacię Zysserównę. "Uczysz się?" zapytała mię "tak..., trochę,.., w domu. A ty?". - "Ja mam nauczycielkę przygotowuję się do czwartej" odparła "Bo, bo". Zaczęłam się jej przyglądać zauważyłam, że ma dużo piegów, szeroki nosek i śmiejące się oczy. Dawniej na pensji nie zwracałam uwagi na rysy moich koleżanek. Teraz przez ten rok zmarnowany dla nauki zrobiłam się poważniejszą i uważniejszą. Przyglądam się każdemu kogo znam i nie znam, obserwuję swój charakter i mojego otoczenia. - Wracając spotkałam Zyssman, Parczyńską i pannę Basię Kittelównę. W kościele wcale nie byłam w obydwa Święta. Miałam do czytania od Zosi D. "Karol Szalony" AL. Dumasa (ojca) dwa tomy. W sobotę 22 maja ojciec poszedł do Ciężkowiczek, powrócił dziś. Przyniósł kaszy 6 funtów, 10 funtów słoniny i trochę pszennej mąki.

100 lat temu w Częstochowie,

Zaloguj się aby skomentować