100 lat temu w Częstochowie

Dziś miałam dużo wrażeń.

Dziś miałam dużo wrażeń. Byłam na Jasnej Górze, u Zosi. Na Jasnej Górze byłam z Tadkiem. Gdyśmy szli oglądaliśmy wystawy sklepowe. Najbardziej podobała mi się wystawa w kwiaciarni żydowskiej. Przed polanka w lesie na skale pasterz i pasterka. Pośrodku dróżka wysypana piaskiem i sarenka ciągnie wóz z bzem. Naprzeciw niej szły dwie krówki. Niedaleko rzeczka do niej biegły dwie kózki, w rzeczce pływały złote rybki. Na polance gdzie niegdyś rosły drzewa. Na Jasnej Górze widzieliśmy młoda dziewczynę, która zwariowała. Złapał ja jakiś mężczyzna, lecz ona zaczęła drapać, bić kopać. Ludzi zebrało się około niej bardzo dużo.

Byliśmy w kościele dość długo, potem poszliśmy na wały. W parku spotkałam Gołębiowska, Wosik i Kamińską. Przed kościołem znów Medrzecka. Była u nas z panią Mik przyniosły nam kartofli, babkę i bańkę mleka. Były dosyć długo. Ada nazad pojechała z m. Później spotkałam Zośkę D. dosyć bawiłyśmy się i rozmawiałyśmy po rosyjsku, mówiłam na nią „Sonia”, a ona do mnie „Nina” . Zosia mi mówiła, że ma 3 koleżanki Rosjanki i one nie umieją ani słowa po polsku, ona umie troszkę po rusku. Pogoda cały dzień była ładna. Jak przyszłam jadłam szynkę i na wieczór kapustę z kiełbasą. Szynkę mieliśmy nie dużą jajek do święcenia 14. Byłam u Zośki dosyć czytałam „pisemko” i odgadłam dwie łamigłówki.

Piszę w Wielką Niedzielę za 10 minut wpół do 9 rano.

Boże już dziś Wielki Piątek!

Boże już dziś Wielki Piątek! Nie wiem czy W. Piątek powinien być smutny i poważny, dość, że dzisiejszy piątek był za wesoły. Pogoda prześliczna, ludzie wszystko do południa podokończali i po południu szli gromadkami do kościoła. U nas nie było jeszcze obielone, ciasto nieupieczone, podłogi nie umyte. Henryk obiecał przyjść obielić, więc przyszedł i obielił sień. M. przygotowywała do pieczenia ciasto. Ja mamie pomagałam we wszystkim, obudziłam się o pół do 6-tej, a wstałam o 6-tej. Z pieczeniem ciasta przeciągnęło się do południa. Ciasto jak mama się wyraziła „nie zdarzyło  się” Wewnątrz bardzo dobre, ale z pozoru jest za bardzo blade. Placki zrobiły się wklęsłe. Babki się nie wypiętrzyły i m. wyjęła i położyła do pieczenia. Placków było 7, a babek (z moją małą) 5, 2 duże, 2 mniejsze i moja.

Jajek do święcenia zostało się 11, ledwie wyprosiłam u mamy o dokupienie jeszcze 3-ech i teraz jest 14. Kiełbasa bardzo ładna, szynka również, chociaż ja trochę nadgryzłam, cielęcina też.

Ada wczoraj nie przyszła gdyż pojechała z p. M……do Siedlca wróci w sobotę to j. jutro. Przybory do ciasta przysłała przez Olesia i Józka. Dziś cały dzień nie czytałam tyle miałam roboty ledwie zjadłam śniadanie i przeczytałam Gońca. Obiad był lichy Śledzie i kartofle prażone. Jadłam z wielkim appetytem. Miałam iść do kościoła z Tatkiem, ale T nie chciał, więc mama mi nie pozwoliła samej. Myłam z m podłogę w sieni. Później zjadłam zalewajkę, siedziałam sama i na wieczór rozmawiałam, z K. i T. po indersku i ko. Następnie wypiłam herbatę i umyłam sobie głowę szyję i ręce. Teraz rozpuściłam włosy do wyschnięcia siedzę przy stole piszę i co chwila patrzę na zegar jest za 15m 11g. Wieczór. Oleś i Józek jeszcze nie przyszli. Gotuje się szynka.

10 kwietnia

Wielki Czwartek!

Wielki Czwartek! Za dwa dni Wielkanoc (12 kw.) Prawdziwy dziś Wielki Czwartek tyle mieliśmy roboty jak nigdy. Mama zaraz poszła do miasta z Kaikiem. Ada szła do 11tej i tez poszła do miasta, gdzie miała spotkać się z panią M. i porobić zakupy, co do ciasta dla mamy. Więc cały ciężar obowiązków domowych spadł na mnie. Wprawdzie ja znów nie miałam tak wielkiej roboty żebym się miała uskarżać na brak czasu, posprzątać, pozmywać oto moja robota a potem…. czytać …. czytać… Po tej robocie nudnej trochę czytałam „grę fal” a około południa naskrobałam z Tadkiem garnek kartofli. Mama przyszło o 1-szej czy 2-giej tego nie pamiętam. A Ada dotychczas. godzina 10 nie przyszła wcale. Po obiedzie składającym się z 6-ciu jajek w koszulkach sosem, śledzia smażonego z chlebem zaczęłyśmy robotę, nie zaraz gdyż przyszła …….. zabrała mamę, aby zobaczyła jak się pali w piecu na ciasto. Wizyta przeciągnęła się dosyć długo i tak po utykaniu z kata w kąt zaczęliśmy bielenia. Wyniosłam rupiecie do sieni m przyniosła gar z wapnem i rozrobiła Tadek poszedł. Nadobne zaczęte było o 3-ciej. Najpierw bieliła mama, ale trzeba było przechodzić z jednego stołka na drugi m. zaczęła stękać. Mnie to zirytowało zaczęłam bielić sama i obieliłam się. Później pomyłam stołki, zapaliłam lampę i umyłam podłogę. Ada nie wróciła mama się martwi z pieczeniem ciasta. Mleka nie ma Ada nie przyniosła żadnych przyborów. Co z tego wyniknie nie wiem. Może Ona zostawiła to Olesiowi, a sama pojechała do Siedlca. Przyjście Olesia rozstrzygnie to, ale ja napiszę jutro gdyż jest po 10 a ja chodzę spać o 10-tej.

5 m. po pół do 11 – 9 kwietnia

8 kwiecień Środa

8 kwiecień Środa.

Dziś nic nadzwyczajnego się nie zdarzyło. Po śniadaniu pomyłam szklanki z za chwilkę poszłam do ogrodu po Kazika żeby zaniósł Mańkowi obiad. Kazik poszedł do domu a ja zostałam i goniłam się z Zochą. Byłam tam z pół godziny o możebym była dłużej gdyby nie przyszedł papa i kazał mi flancować szczaw, ale ja powiedziałam, że muszę torbę kończyć i uciekłam do domu. Wcale to było nie prawda gdyż torbę kończyła Ada. Przed obiadem mama ugotowała 5 jajek dwa dla Ady dwa dla mamy i jedno dla mnie. Jadłyśmy jajka z chrzanem smażonym. Na obiad ja jadłam trochę klusek z zupą śliwkową. Po obiedzie pozmywałam i ponieważ zapchał się nam zlew, więc musiałam powynosić wiadrami. Mama poszła zaraz  do ogrodu flancować kapustę i posadziła 12 kup. Ja przed wieczorem wzięłam palto fartuch i poszłam sadzić szczaw. Posadziłam pół grządki i trochę dokończyłam drugiej. Deszcz zaczął padać, więc tata kazał mi po przykryciu okien iść do domu. Mama niedługo przyszła i Ada usmażyła 3-ech śledzi dla siebie i dała mi. Ja podzieliłam. Wypiliśmy herbatę i Ada zapaliła lampę, więc poszłam do pokoju. Wzięłam „Bluszcz” i zaczęłam „Graal”, gdy mi się przypomniało, że mam zapisać, co dziś robiłam. W poniedziałek czytałam „Życie piekielne”, tylko bardzo mi żal, że nie ma końca, ponieważ jest w drugim roku. We wtorek wylałam atrament i byłabym dostała burę gdyby nie Ada, która powiedziała, że to ona wylała i mama nie mówiła.

Po 9-tej 10 minut.

Już dziś drugi dzień

Już dziś drugi dzień jak zapisuję w pamiętniku swoje czynności. Wtorek w Częstochowie jest dniem targowym, więc mama pojechała na targ. Ja byłam w domu z Władzią. Ada gotowała obiad, a ja jej pomagałam. Do południa nic się nie zdarzyło. Chyba to, że szklarz przyszedł po resztę zapłaty za wstawione szyby. Tata mu nie chciał dać 3 Rb. Ponieważ, jak mówił szyby były za cienkie. Szklarz nie chciał odejść i porządnie papci nawymyślał.

Ja teraz wstaję znacznie później aniżeli wtenczas jak chodzę na pensję. Wtedy wstaję o siódmej, kładę bieliznę, biorę mydło, proszek do zębów, ręcznik i idę się myć. Po myciu się czeszę, teraz to niedawno obcięłam sobie włosy i muszę je zapinać. Później mówię pacierz, kładę bluzkę, sukienkę i fartuszek czarny. Następnie przynoszę sobie herbatę w moim kubku, siadam i pije. Po wypiciu pakuję sobie śniadanie chleb lub bułki. Raniec mi się popsuł więc noszę go w paskach. Idziemy prawie zawsze z Adą. Czasem kiedy mieszkała p. Aleks…, Ada nocowała u niej.

Obiad był dziś niezły: rosół z makaronem, sztuka mięs z chrzanem i buraczki. Oleś nie był na obiedzie. Po obiedzie pozmywałam, później około Ady i cerowałam pończochy. Ada szyła mi stanik i majtki. Ja porobiłam dziurki i wyznaczyłam m. Zosia była u mnie gdy zmywałam, pobyła z 10 minut i poszła. Zośkę bardzo lubię bo jest roztropna dziewka. Ma lat osiem uczy się po polsku, rosyjsku i francusku. Pożyczam jej książek do czytania gdyż czytać b.lubi. W chwili kiedy to pisze jestem po kolacji, będę jeszcze robić torbę i zaraz pójdę spać. Wcale mi się nie przykrzy bo mam dużo roboty, a przytem jest Aśka.

Rzeźnia Wtorek 7 kwietnia 9 punkt.

100 lat temu w Częstochowie

Od dawna zapowiadaliśmy publikację z pamiętnika 13 letniej wtedy częstochowianki. A pierwszy zapis pojawił się 6 kwietnia 1914 roku. Wtedy był to poniedziałek.

No to startujemy:

Pocztówka z 1914 roku, wykonana z Alei NMP w kierunku dworcaBonjour! Nareszcie 6 kwiecień. Postanowiłam sobie, że dopiero zacznę pisać jak skończę 13 lat, to jest 6 kwietnia 1914 r. Dzień – zdawało się, że będzie ładny, tymczasem po południu deszcz! Na moje urodziny dostałam od mamy chusteczkę batystową, sztak lila czy fiołkowy, a tak od nikogo nie dostałam nic. Byłam w ogrodzie, w sklepie raz, Zosia u mnie była i nic więcej. Już od trzech dni nie chodzę na pensję: jesteśmy rozpuszczone na Święta. Rozpuścili nas w piątek 3 kwietnia. Cenzury dostałyśmy 1-ego marca. Ja jak zwykle dostałam same 5 piątki. Jest nas w drugiej klasie 44. Mojemi Koleżankami są: Mary Gawrońska, Zosia Zielińska, Bronia Golachowska, Sabka Franke. Mówimy sobie po nazwiskach po imionach rzadko, tylko na Franke to prawie zawsze Saba, Sabka. Mary G jest straszny figlarz jak tylko nauczycielka się obróci zaraz wstaje pokazuje różne miny, że nie można powstrzymać się od śmiechu. Z pomiędzy innych wyróżniają się również swem dowcipem Golstejn (rosjanka) i Lewiz. Zielińską bardzo lubię, ponieważ jest to rozumna dziewczyna, dużo czyta. Mary i Zosia dobrze się uczą, Mary jest II uczennicą po mnie, a Zocha to nie wiem, ponieważ miała na cenzurze 3. Broniło Żaba to się uczy nie bardzo dobrze. Uczymy się tańców i gimnastyki. Ja uczę się tylko tańca. Tylko Saba uczy się gimnastyki i tańców,

Nie będę już więcej pisała później napiszę więcej. Au revoir.

Ostatni Grosz Rzeźnia Miejska w poniedziałek 6 kw. 1914 r.