Poniedziałek 22 czerwca.
Zapomniałam zapisać w sobotę 20 czerwca, że wyjechała doktorowa z Zosią, Mietkiem i Tadzikiem do Pieskowej Skały. Doktór pozostał w mieście. Ada poszła do miasta z rana. Przed wieczorem od szóstej do siódmej paliło się za koleją. Czarny dym pędził chmurami w stronę miasta. Widok był dość ładny. Moc ludzi i strażaków pobiegło tam. Spaliły się dwa domy. Jakiej przyczyny nie wiadomo. Biedni ci lokatorzy, niektórym popaliło się wszystko w domu. Mieszkali tam przeważnie robotnicy. Wyobrażam sobie scenę, którą mi opowiedziała Jadwiga przybiegła jedna z fabryki z kluczem w ręku, a tu się wszystko pali i nie można ratować. Rwała sobie włosy z głowy, jęczała, wyła prawie. Obiegła pogłoska, że jednej rodzinie spaliły się dzieci. Nie wiem czy to prawda, nie byłam tam tylko mi opowiadała, Jastrzębska bo tam była. Strażacy przyjechali z miasta i z częstochowianki. Mama i Ada przyszły. Oleś i Maniek tam nocują w ogrodzie.

Po 10 ej 5 minut wieczorem


Logowanie